sobota, 21 marca 2015

Dawnych wspomnień czar...


    Wiosna całkiem nie wiosennie zawitała na Kaszuby. Od rana pada, szaro, wilgotno... W ramach więc wiosennego spaceru powędrowałam z samego rana do piwnicy, by rownież tam zrobić trochę "przeciągu" wiosennego...
     W ten sposób trafiły do domu skarby znalezione w starej walizce, która przetrwała kilka przeprowadzek, by wylądować w kącie małej, typowo "blokowej" piwniczki. Została zastawiona różnymi przedmiotami, które " jeszcze mogą się przydać". Ale przychodzi po kolei czas na ich odnajdywanie, nieraz już całkiem zapomnianych...
 Odnalazł się lniany ręcznik, z posagu babci męża, która miała pościel, bieliznę, reczniki wyhaftowane inicjałami, by nie było wątpliwości do kogo te rzeczy należą. Każda gospodyni haftowała to osobiście:



     W ręcznik ten owinęty był zeszyt, w którym moja mama, w wieku wtedy podlotka, zapisywała różne sentencje pomocne przy wpisywaniu się do pamiętników. Każda dziewczyna powinna w tym czasie takowy posiadać.
"Kto ma do mnie szczere chęci niech się wpisze ku pamięci":









   Walizka zawierała również kilka starych książek, może nie dzieł wielkich mistrzów, ale sentymentalnie bliskich, niektórych czytanych przeze mnie...no, wiele, wiele, niestety, lat temu...








   W naszych domach, to znaczy mojej i męża rodzinie, było zawsze wiele muzyki. Potem ta przypadłość przeszła na nasze dzieci, teraz na wnuki. Zawsze ktoś grał i gra. Spotkania rodzinne, wigilia, imieniny, urodziny, rocznice to okazje do wspólnego muzykowania i śpiewów, na które bardzo pozytywnie reaguję sąsiedzi z akustycznego przecież bloku. Nie chodzi o wirtuozerię, ale pożądne granie, znajomość nut, naturalność. Stąd wiele wydawnictw nutowych zawsze zapełniało półki. Po wyprowadzce dzieci część materiałów trafiło do ich rodzin, wiele nut przekazaliśmy do szkoły muzycznej, którą kończyły nasze pociechy, ale w "walizce skarbów" odnalazło się kilka, podziadkowych jeszcze, nut.Te teraz będą zajmować honorowe miejsce jako pamiątka i ozdoba...














W szarej kopercie znalazłam znalazłam starą legitymację brata mojego dziadka, który był znanym irydologiem (dział medycyny alternatywnej zajmującej się kompleksową oceną stanu zdrowia na podstawie wyglądu tęczówki oka ) działającym na terenie ówczesnych Niemiec. Z opowiadań rodzinnych wynikało, że był bardzo wziętym specjalistą, jak również, że zajmował sie innymi dziedzinami medycyny naturalnej jak ziołolecznictwo, homeopatia. To pewnie po nim moje zainteresowania alternatywną medycyną, ale o tym kiedyś tam, w osobnym poście. W tej samej kopercie były również poradniki zdrowia, które zbierał z kolei mój dziadek, wycinając z Gazety Gdańskiej w latach 20-tych XXwieku specjalne kartki, składając je w małe książeczki. Są w języku niemiecki, jako, że Gdańsk w tym czasie był "Wolnym Miastem" z językiem urzędowym niemieckim.









Było tyle " chwalenia się" muzyką. Ja muzycznie może trochę mniej, ale też artystycznie popracowałam w tym tygodniu spełniając zamówienia koleżanek. Na dowód pracowitego spędzenia czasu od ostatniej z Wami "widzialności" przesyłam:


Hrabia Lam Part

Zebra - Prince Serengeti Park
Lady Giraffe




The Lion King XX           
Dzisiaj 21 marzec, pierwszy dzień wiosny, więc słoneczka i uśmiechu na każdą chwilę życzę
                                                  Wanda




sobota, 7 marca 2015

Przedwiośnie, stara firanka i świeczniki...


  Za oknem wbrew kalendarzowi już wiosna, więc w domu też coraz bardziej wiosennie. Zaczyna się powoli wymiatanie zimowych szarości i coraz więcej koloru wkracza do pokojów. Co prawda, na razie kwiaty pochodzą ze "sztucznych", szklarniowych ogrodów, ale w podbalkonowym ogródku nieśmiało przebijają się zielone części cebulkowych roślinek, a przebiśniegi już dawno oglądają świat...




















Podczas wiosennego przeglądu szafy " dokopałam" się do starej firanki, babcinej jeszcze, z bardzo cieniuśkiego szyfonu, z delikatną koronką. Do żadnego z moich okien niestety nie pasuje, ale znalazłam dla niej miejsce równie reprezentacyjne. Pełni teraz rolę ozdobnej serwety pozwalając przebjać się orzechowemu kolorowi stołowego blatu.








W zakamarkach sprzątanej szafy znalazłam również stare, mosiężne świeczniki. Dawno, dawno temu zdobiły ściany, ale obecnie ich kolor nie pasował do moich wnętrzowych koncepcji. Po przetarciu cieniutkim papierem ściernym, odtłuszczeniu pomalowałam białą farbą do metalu. Ponieważ po wyschnięciu wyglądały bardzo sztucznie, specjalną patyną 
" pobrudziłam " niektóre szczegóły świeczników co spowodowało chyba lepszy efekt. Przynajmniej ja teraz jestem z nich zadowolona.










Po patynie:






Znowu na ścianie:




Przy okazji zawiesiłam inne "blaszki" odnalezione podczas wiosennych porządków:




I mimo zapewnień siebie samej, iż zrobię przerwę w pracy "artystycznej" pastele zajęły znowu wiele czasu, ale cóż, mimo narzekania lubię to robić. Jest to też rodzaj jakiegoś spełniania się...









  

Zabrałam się tez w końcu za malowanie "olejami" i powstało takie "COŚ"



i na koniec jeszcze jeden, dzisiejszy, pastel


Przesyłam gościom mojego bloga wiosenne, słoneczne uśmiechy
                    Wanda