środa, 23 marca 2016

MIMO WSZYSTKO WIOSNA....



W kalendarzu jak najbardziej, ale jakoś słabo w naturze z tą wiosną. Dzisiaj już 23, a więc oficjalne od dwóch dni, poranek jednak powitał na biało. Całonocny mrozek przybrał wszystko szadzią, która do południa zniknęła, bo dzień był dzisiaj słoneczny. Wyglądało to nawet ładnie, ale już tak bardzo tęskno za kolorami odradzającej się przyrody.







Znalazło się jednak kilka zwiastunów wiosny, które dają nadzieję, że to już wkrótce. Wracając w niedzielę z wypadu do Ustki udało mi się zrobić zdjęcia zapowiadające "dobrą zmianę". 
Pierwsze zaskoczenie w Objeździe ( to koło Ustki)  akurat kończyła się msza w miejscowym kościele i tu nagle wśród wychodzących ludzi zauważyłam bociana, który całkiem odważnie kroczył wśród tłumu. Zanim znaleźliśmy miejsce do zaparkowania ludzie już się rozeszli, bocian jednak nadal spacerował sobie przed drzwiami kościoła. Dowiedziałam się, że to Waluś, który od dwóch lat żyje sobie w tej miejscowości, nie myśląc nawet o męczących podróżach do ciepłych krajów. Zjawia się zawsze tam, gdzie zbierają się ludzie, najbardziej jednak lubi wizyty w szkole w czasie, gdy kończą się lekcje, licząc na kanapki od dzieci...







W powrotnej trasie spotkaliśmy jeszcze duże stado łabędzi pasące się na polu, ale już zatrzymanie się samochodu spowodowało ich ucieczkę.



W pewnym momencie za oknem samochodu zrobiło się jakoś biało. Nie był to jednak szron ale lasek pełen przebiśniegów. Pierwszy raz w życiu widziałam takie skupisko tych kwiatów. Zawsze takim białym kobiercem las pokrywały zawilce, a tu przebiśniegi...





Po południu rozpogodziło się i  podczas spaceru nad Zatoką uwieczniłam bazie...



Chłodno jednak i na molo w Juracie puuuusto...





Ze spaceru do domu trafiły gałązki brzozy płaczącej, które teraz stanowią tło do dekoracji świątecznych.













W tym roku wcześnie Wielkanoc i jakoś brakuje goszczących zawsze u mnie kwiatków barwinka, niezapominajek jak w zeszłych latach bywało...







Teraz nadrabiam kolorami żonkili i bratków i oczywiście rządzi Pan Jajek





























W związku z zaproszenie przez córcię na Święta do Poznania odpadł problem pieczenia, ale nie mogłam się oprzeć urządzenia sesji zdjęciowej dla starych przyborów, które pamiętają czasy, gdy moja Babcia przed Wielkanocą wypiekała cudeńka słodkie dla całej rodzinki. 












I kolejna Wielkanoc, a dopiero robiłam zdjęcia przed tą, zeszłoroczną.

 Przypomniałam sobie rysowanie w programiku Sketch Studio i powstała tak na szybko specjalna kartka świąteczna:


video






Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych, 
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju, 
serdecznych spotkań w gronie rodziny 
i wśród przyjaciół 
Wanda z Rodzinką

środa, 9 marca 2016

ZAKRĘCONY MARZEC I GOŚĆ Z ITALII


   Troszkę spóźnił się znów post, ale... Marzec. Właśnie marzec to jeden z najbardziej zakręconych u mnie rodzinnie i nie tylko miesięcy. W zasadzie już od końca lutego trwają nieustanne urodziny, bowiem połowa najbliższych własnie przyszła na świat od końca lutego do połowy marca. Zodiakalnych Rybek u nas dostatek. Drugi taki wysyp świąteczno- rodzinny czeka nas pod koniec roku.
   W związku z tym, jako że i ja "załapuję" się na ten marzec, to oprócz bywania u innych Rybek trzeba było przyjąć też gości u siebie. Uroczystość nie była jakaś tam specjalna, bo ani okrągłoletnia, ani też tam do chwalenia się, bo tak po prawdzie to czas za szybko zmienia kalendarze...
    Dla wnuków przygotowałam ich ulubione gofry, 












  


a pozostałość zajadała się tradycyjną, rodzinną "drożdżówą".









Te " dorosłe " rzeczy też były, ale to nie ma się czym chwalić...
Tak więc tylko kilka zdjątek z pominięciem...







Do tych rodzinnych uroczystości doszło jeszcze 8 marcowe święto, z tym, że to przygotowywała '' po męsku" druga połowa, marudząc co prawda pod nosem, że jego święto to chyba w 40 Męczenników wypada. ( Oszukuje, bo to też Ryba, ale ta z połowy miesiąca, więc już niedługo również będzie w centrum zainteresowania).      Mężczyzna się starał...Były kwiaty, tym razem nie róże ( moje ulubione) ale goździki, tak tradycyjnie z okazji Dnia Kobiet- też piękne.





















   Był też prezent. Co prawda miał to być podarunek gwiazdkowy, lecz droga z Włoch ( bo tam takie powstają ) do Polski trwała trzy miesiące. Na szczęście przesyłka dotarła i rozradowała urodzinowo... Teraz szukanie miejsca dla nowego " domownika".


























Za oknem, niestety wiosny jeszcze nie widać, a wręcz zima jakby chce przypomnieć o sobie . Od rana sypie śnieżek, ale około zera więc topnieje prawie natychmiast...



W domku cieplutko, przytulnie, więc troszkę porysowałam sobie
 ( pastele ). Teraz czeka mnie praca z olejami. Na razie  jeszcze nie zabieram się jednak...





No i mija kolejny dzionek. Wieczorem troszkę przy komputerze, tak dla rozrywki raczej, np. kilka rozgrywek w MAHJONGA...
Byle do wiosny...
Pozdrawiam cieplutko wszystkich odwiedzających
             Wanda