czwartek, 10 listopada 2016

JABŁEK PEŁNE KOSZE...


" Oczom miły i ustom wyborna uciecha-
owoc ścigły co słodko wargom się uśmiecha..."
      Leopold Staff  "Koszyk jabłek"

Leopold Staff napisał wiersz o koszyku jabłek, a u mnie, taka mała jabłoneczka obdarowała kilkoma koszami. Jabłka późne, więc czekaliśmy dość długo, by pozbawić ogródeczka pod balkonem tych ostatnich owoców. 
Zjechały wnuki- Zbysio i Rozalka i zaczęło się jabłkobranie.






To wcale nie taka lekka praca, bo i jabłoneczka obrodziła nad podziw, więc odpoczynek po zrywaniu był konieczny...








 Kto by pomyślał, że takie małe drzewko da nam aż tyle owoców










Oczywiście trzeba to było zagospodarować. 
W tym roku dużo posuszyłam, bo dżemów jeszcze z tamtego roku sporo a i słoiki ze śliwkowymi powidłami, robione jeszcze  na wakacjach, zapełniły w piwnicy półki. Suszone talarki jabłek to najlepsze chipsy na jesienne wieczory.
Zanim jednak wszystkie jabłka zostały przerobione poszalałam z aparatem fotograficznym, by stworzyć aranżacje do moich obrazów. Przydały się też ostanie kwiaty róży i ogródkowa mięta, która będzie pachniała w poobiednich herbatkach...





































































Malarsko też było trochę. Między innymi namalowałam obraz dla znajomych, którzy prowadzą gospodarstwo agroturystyczne. Mam nadzieję, że się im spodoba...


I jeszcze troszkę trzeba poczekać do tej prawdziwej zimy, chociaż już dzisiaj śnieżek poprószył, jednak jeszcze plucha zwycięża. Czekając zatem na SŁONECZNĄ I ŚNIEŻNĄ ZIMĘ przesyłam same serdeczności dla odwiedzających mojego bloga...
Wanda


wtorek, 25 października 2016

OSTATKI JESIENNE


Za oknem jeszcze tapeta w miarę kolorowa , ale, niestety, już szarości, te przedzimowe, zaczynają zajmować coraz bardziej poczesne miejsca w krajobrazie... 
Jeden z ostatnich chyba jesiennych, jeszcze w miarę jasnych poranków sprawił, że wybraliśmy się na przejażdżkę nad 
Zatokę Pucką.
Już jednak nad sama wodą przenikliwie wietrznie,więc pozostała marszruta z Osłonina do Rzucewa starą aleją lipową, która pamięta jeszcze czasy króla Jana III Sobieskiego. Według miejscowych podań to właśnie on sadził osobiście drzewa na trakcie do zamku w Rzucewie, należącym do królewskich włości, gdzie lubiła przebywać Marysieńka.
Stare, podziurawione dziuplami lipy, kilka równie wiekowych kasztanów i po drodze zapuszczony zamkowy sad dostarczyły wiele wizualnych doznań, ale również przyniosły do domu zdobycze, które jak zwykle posłużyły mi do tworzenia aranżacji,  kiedyś tam do wykorzystania w malowanych obrazach.











Zbierane po drodze, w domu posłużyły "ozdobnie"





























W podbalkonowym ogródku również "ostatki". Ostatnia róża, kilka nie zjedzonych przez ptaki rajskich jabłuszek, słodkich jeżyn
 i ostatnie. jeszcze czerwone, liście winobluszczu, który , niestety, targany wiatrem
i deszczem szybko "łysieje"...

































Zdobyłam też ławeczkę, taką drewnianą, "starej daty" i ta zajęła miejsce równie starego stoliczka. On zmienił zastosowanie i pełni teraz rolę bardzo przydatnego podnóżka przy "telewizyjnym" fotelu.





Jak wspominałam w poprzednim poście cały miesiąc przygotowywałam prace na wystawę Stowarzyszenia Twórców Sztuki i Rękodzieła Artystycznego "KUNSZT" do którego należę. 

Tematem przewodnim tegorocznej wystawy była "Strefa morza", więc każdy z wystawiających musiał pokazać kilka prac związanych z tą tematyką, a oprócz zadanych prac wystawialiśmy swoje "nowości".
Cała , 12-ta już z kolei , wystawa otwierana jest wielką pompą. Sala wystawowa  zawsze dekorowana zgodnie z tematem, zaproszeni goście raczeni są lampką wina i słodkościami.

















W tym roku u mnie przeważała technika olejna i na wystawie był tylko jeden rysunek pastelami. 





























Mimo, że do wystawy namalowałam się trochę to nie ma przerwy w pracy artystycznej, a teraz coraz krótsze "światło" naturalne,  żarówki nawet te najlepsze bardzo zmieniają kolory, więc czas jasności spędzam przy sztalugach...
Popołudniami i wieczorami książka z ciepłą herbatką z odrobiną imbiru...
Życzę Wszystkim, którzy tu zaglądają takiego wewnętrznego ciepełka na te zaokienne pluchy.