sobota, 31 stycznia 2015

Biurko z dużo krótszą historią



W latach 60 tych ubiegłego już stulecia zostało one zakupione jako nowoczesny mebel mający oprócz zadań właściwych sobie, czyli miejsca do odrabiania lekcji, schowka dla całego tego bałaganu szkolnego typu książki, zeszyty, kredki, ołówki, pióra, piórniki (oj,żeby tak znaleźć ten stary szkolny piórnik...), miało ono również podkreślać awangardowy wystrój "pokoju młodzieżowego", bo przecież nie dziecięcego, skoro mieszkali tam uczniowie już podstawowej szkoły. Znaczenie jego znikało wraz z ze zdobywaniem przez nas ( wraz z bratem ) coraz wyższych stopni edukacji, co wiązało się z coraz krótszym pobytem w domu. Biurko sobie po prostu stało w rodzinnym domu, służąc do wszystkiego, niekoniecznie zgodnie z zasadami użytkowania...
Po latach trafiło do naszego teraźniejszego mieszkania, gdzie pomagało  "naukowo" naszej trójce. Przeszło lekki remont i oczywiście zyskało kolor ecru...
Teraz jest to moje miejsce pracy, a w przerwach stanowi kolejną scenę do tworzenia aranżacji. W momencie, gdy zaczynam malować, biurko wygląda zupełnie inaczej, ale o tym w innym poście...

























Dostawiony fotel też czeka na przeróbkę, oczywiście również ecru!














Zaczęłam ostatnio zbierać notesiki i to też być może pomysł na robienie podobnych samemu...








Jeszcze spóźnione wspomnienie z okazji Dnia Babci i Dziadka. Miało ono być umieszczone w zeszłym tygodniu, ale grypa rozpanoszyła się w całej rodzinie i było leżenie. Ciasto zrobiła moja synowa Dorota, mistrzyni w tego i innych rodzajach wypieków . Przepis na żądanie... Ciasto swoim kolorem bardzo dopasowało się do moich ukochanych puszek...
















Przesyłając obrazy ciasta żałuję, że nie mogę podzielić się smakiem, ale uwierzcie, smaaaaaaaaaaaakowało!
Słodkości w sam raz życząc wszystkim odwiedzającym,
                                     pozdrawiam
                                                               Wanda


wtorek, 20 stycznia 2015

Stare angielskie biurko




 Moje wyjazdy, oprócz walorów poznawczych, to również ciągłe poszukiwania przedmiotów, które koniecznie "muszą" się znaleźć w moim domu. Nigdy to nie jest wyszukiwanie przedmiotów "pod" miejsce, ale to po przywiezieniu szukam dopiero dla niego odpowiedniego wyeksponowania. Tak też było ze starym ( około 200letnim), dębowym biurkiem, z blatem pokrytym zielona skórą. Wypatrzyłam go na  licytacji, w jednym z małych miasteczek Norfolk, na którą trafiłam całkiem przypadkiem zwiedzając z przyjaciółmi starą Anglię.Udało się kupić w całkiem przyzwoitej cenie, może i dlatego, że właściciel aukcji miał w rodzinie kogoś pochodzenia polskiego, więc stąd chyba była taka ulga. W Norfolk w czasie II wojny stacjonowały polskie dywizjony lotnicze, więc bardzo tam wiele "naszych" śladów. Mebelek udało się zapakować do samochodu i po przyjeździe zaczęło się główkowanie, gdzie to ma stanąć. W końcu udało się znaleźć miejsce i powstała nowa możliwość do tworzenia aranżacji. Jako, że biurko przywiezione z Anglii, więc starałam się dopasować do tamtego klimatu, wykorzystując wcześniej przywożone z wojaży przedmioty.
Biurko wymaga pewnej renowacji, drobne ślady 200 letniego użytkowania z bliska są trochę widoczne, ale na razie, to znaczy do wiosny, chyba się za to nie zabiorę. Muszę jeszcze też przemyśleć czy aby nie zmienić koloru na moje ulubione ecru...




































 Kalendarzowa zima, ale mokro i jesiennie. Zachęcam jednak do spacerów , oczywiście zabezpieczając się od wilgoci i od przewiania...




Dziękując Wszystkim za odwiedziny, serdecznie pozdrawiam
                                                                                   Wanda