poniedziałek, 25 stycznia 2016

"PUCHOWY ŚNIEGU TREN..." I STARY SINGER



   Jak w starej , przedwojennej piosence po całonocnym opadzie rankiem świat spowity w biały puch.
I wreszcie zawiało zimą. Tylko szkoda, że tak na krótko. Porobiłam trochę zdjęć, w niedzielę miał być spacer w plener i tu nagle od rana +4° C. Zamiast więc nart, czy sanek trzeba było na powrót przywdziać kalosze. Gdzie te niegdysiejsze zimy ,od grudnia do marca prawie, ze śniegami tu, na Kaszubach, przeszło metrowymi. No, ale trzeba się cieszyć nawet takimi krótkimi momentami prawdziwej, przynależnej do tego okresu czasu, pogody. 
  Poniżej kilka spojrzeń z okien na "puchowy śniegu tren...":
















  Podczas poświątecznego sprzątania " znalazła" się  stara maszyna do szycia marki Singer. Trafiła ona do rodziny przesyłka pocztową z 1 lub 2 września 1939 roku. Do końca dziewięćdziesiątych lat przeleżała w zakamarkach strychu oryginalnie zapakowana i zakonserwowana fabrycznie. Na początku 21 wieku "znalazła się" pierwszy raz. Wówczas staraliśmy się wraz z całą rodzinką znaleźć sposób na jej odkonserwowanie, ponieważ smary, którymi zostały pokryte jej mechanizmy były w stanie bardzo stałym, kamiennym wręcz. Powoli, powoli i bardzo delikatnie , by nie zniszczyć zabytku uruchomiliśmy maszynę i okazało się, że szyje wspaniale. Nie ma stołu i cały napęd stanowi korbka, ale przy drobnej wprawie to nie stanowi żadnego problemu. Do mojego domu trafiła w tym czasie również maszyna  elektryczna, taka co to może wszystko i jeszcze więcej, więc Singerek został zapakowany na dno szafy w piwnicy. Porządki zarządzone po Świętach spowodowały iż ujrzała znowu światło dzienne, a wręcz wróciła na salony. Oczywiście posłużyła jak "bohaterka" kilku aranżacji:
































Przy okazji troszkę też poszyłam, tak dla wprawy. 
Bardzo byłam zawsze zafascynowana tym, jak ważną kiedyś rolę grało zdobienie przedmiotów codziennego użycia. To przecież takie małe dzieła sztuki, a z dzieciństwa pamiętam, że podobna, babcina, maszyna miała przez takie ozdoby coś magicznego, fascynującego... 







 Usiłuję znaleźć dobre miejsce dla jej eksponowania, jednocześnie, by mogła od czasu do czasu popracować bez specjalnych przemeblowań. Przy okazji również powstał obraz:



i kolejny dworek, który pojechał gdzieś do Lublina...



A teraz ciepła herbatka z lipy, bo jakoś tak jakby przed- grypowo, ale nie dajemy się, czego wszystkim odwiedzającym życzę
                                                                                  Wanda





wtorek, 12 stycznia 2016

"ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I JUŻ PO..."

 

 Tak jak piosence Skaldów : aż kolęda cichnie bo - święta, święta i już po..." 
W naszej rodzinie jest zwyczajem chowanie świątecznych ozdób zaraz po Trzech Królach. Troszkę szkoda tej atmosfery światełek, kolorowych bombek, figurek tylko na ten czas wyciąganych z kartonów, szuflad, by radować choć przez tak krótki czas i oczy i duszę. Zanim jednak pochowałam do następnego roku świąteczności wszelkie postanowiłam pobawić się nimi przed obiektywem aparatu fotograficznego.
W ten sposób powstało kilka scenek wśród pozostałości świątecznej oprawy domu:

















Pogoda, co prawda nie całkiem zimowa, ale wyszliśmy na spacer do "naszego" lasu, i tam zaprezentowały się figurki, które jeszcze przed schowaniem do następnych Świąt, posłużyły za aktorów zimowej bajki. Mam nadzieję, że powstanie do tych zdjęć odpowiedni tekst, który tworzyć będziemy wspólnie z wnukami.



































































Skrzaty będą czuwać nad spełnianiem się marzeń i dopilnowywać, by postanowienia noworoczne były przestrzegane...
 Teraz czekać przyjdzie aż do Wielkanocy, by dekorować domek, ale już bardziej wiosennie. Znowu trzeba zabrać się za malowania, bo zamówienia czekają.
  Dziękuję za odwiedziny życząc miłego dzionka
                                                         Wanda